wtorek, 19 stycznia 2010

Bezpralkowo

Ugotowana jestem pralniczo.Od ośmiu dni remont łazienki wyłączył pralkę i resztę mieszkania z normalnego użytku. Stosy brudów rosną na podłodze w salonie, szuflady pustoszeją. Nawet kiedy pralka wróci do pracy ,to i tak nie ma sensu rozwieszać prania w brudnym, zakurzonym pomieszczeniu. Najpierw trzeba solidnie wysprzątać cały dom...

Idę z walizką do przyjaciółki.Pralka zrobi swoje, my poplotkujemy :) fajnie będzie!



piątek, 1 stycznia 2010

Nie do zabicia

"Nie do zabicia" -  powiedział mój syn prezentując pięknie oczyszczony i doskonale działający ręczny młynek do kawy, bodaj siedemdziesięcioletni.

"Nie do zabicia" - pomyślałam  sprzątając okruchy z obrusa za pomocą ozdobnej szczotki i szufelki.

Moja stara sprężynowa waga jednak jest "nie do zabicia" - stwierdziłam  mściwie zwracając elektroniczny prezent w sklepie, zepsuty po dwóch dniach użytkowania.

Szacun  - jak dziś się mawia - dla myśli technicznej i doskonałego wykonawstwa  epoki przedelektrycznej i przedelektronicznej.

Nie do zabicia :)

poniedziałek, 7 grudnia 2009

Bo miłość to cygańskie dziecię

Ależ piękny spektakl!
Bylam dziś na "Carmen" - bezpośrednia transmisja z La Scali, otwarcie sezonu ( podobno w Szczecinie sprzedano ponad 1200 biletów, na pewno w Multikinie zajęte były cztery sale).
Rewelacyjna bohaterka - gruzińska śpiewaczka, młoda, duża kobieta, apetyczna , świetna głosowo i aktorsko, no mniód! Fenomenalny don Jose i doskonały Escamillio, czaruś niezwykły, obaj fantastyczni i głosowo i aktorsko, a ich pojedynek w III akcie (poprowadzony w konwencji walki z bykiem) porywający.
Don José: Jonas Kaufmann, Escamillo: Erwin Schrott, Carmen: Anita Rachvelishvili, Micaëla: Adriana Damato.
Jest i łyżka dziegciu: dźwięk przez 7/8 spektaklu byl niedobry, bardzo bardzo niedobry, przesterowane wysokie tony świdrowaly uszy aż do bólu.
Dopiero w polowie III aktu nagle włączono odpowiednia wtyczkę i dźwięk zrobił się jak należy.
Widzowie wychodząc nucili, gwizdali, śpiewali motyw toreadora:
Zabiłem byyka, cóż to dla mnie byk, krew z niego siiika
 siku siku sik!

niedziela, 29 listopada 2009

Pochwała firmy IN POST


Pytacie za co chwalę? Za obciążniki do listów.HA! Najpierw wyrzucałam odruchowo, bo po co mi taki kawal blachy? Ani to duże , ani to do czego przydatne. Musiał jednak atawizm chomiczy zadziałać, bo nagle znalazłam w szufladzie dwa  rzeczone obciążniki. Włożyłam do zmywarki, niech sie piorą. Tymczasem zabrałam się za pieczenie czegośtam, powiedzmy pierniczków. I kiedy już było po wszystkim, czekało mnie skrobanie stolnicy, jako element porządkowy. Dotychczas używałam w tym celu tasaka: szerokie, sztywne i proste ostrze nadające się do uchwycenia od góry. Miało jednak jedną wadę: było ostre i działało jak hebel czy inny strug. Chwyciłam za blaszkę IN POSTu. Rewelacja! Nie za duża nie za mała, nie za tępa nie za ostra, doskonale w dłoni leży i pewnym uchwytem daje się prowadzić po stolnicy. Skuteczność gwarantowana!

niedziela, 22 listopada 2009

Dzięki emigrantom!

Szukałam ostatnio przepisu na rohliki. Wrzuciłam w gugla i  nic. Jako, że nie wiem jak po czesku jest "przepis", pozycjonowanie wyrzucało różne dziwne linki, ale tych  pożądanych - nie. Po 20 obejrzanych stronach poddałam się. "Rohliki recipe" dało mi od razu właściwy wynik :). Oczywiście były to wpisy emigrantów, którzy stęsknieni za smakami ojczystymi dzielili się wszem i wobec wypracowanymi przepisami możliwymi do uzyskania w domu na obczyźnie.
Ta historia z kolei przypomniała, jak szukałam przepisu na (wspomniane w artykule publikowanym w prasie )  klopsiki królewieckie. Znalazłam, a jakże, po hiszpańsku czy portugalsku na stronie argentyńskiej (?) z polskojęzycznym tytułem w nawiasie.
Wiele takich przykładów możnaby jeszcze, ale  sprawa jest jasna.
Nie darmo jeden z najlepszych przepisów na chleb pieczony w domu nosi nazwę chleb emigrantów.

czwartek, 29 października 2009

Nocka na karniszu


Co robi przestraszona  trzymiesięczna koteczka? Pojawia się na karniszu...:) Miałam okazje  sfotografować Nockę w tej sytuacji.

I jeszcze jedna figura


Można w nieskończoność podziwiać :)

wtorek, 13 października 2009

Elisabeth David i jajka

Obejrzałam właśnie program o Brytyjce , która uczyła powojenną populację wysp dobrego jedzenia. Napisała parę książek o gotowaniu,pokazała parę sposobów na apetyczne podawanie pożywienia i w końcu otworzyła w Londynie sklep z akcesoriami kuchennymi.
Tyle o Elisabeth David.
A jajka? Otóż właśnie w tym programie pokazywano, jak - zgodnie z brytyjskim standardem - oddziela się żółtka od białek : rozbija się jajko nad miseczką, wyrzuca do tejże miseczki jedną część skorupki, drugą, wylewa żółtko na dłoń i pozwala białku spłynąć między palcami.
Moja dusza obruszyła się natychmiast na takie marnotrawstwo - białko do wyrzucenia?