Tym razem trzy niezwykle poznańskie w swej poznańskości zdjęcia:
To są "rury". Twarde, upiornie słodkie, czasami nieco bardziej kruche, charakterystycznie wygięte kawałki ciasta. Obowiązkowo na stoiskach pod cmentarzem.
Ten nagrobek stoi na cmentarzu przy ul. Nowina. Poznaniacy kojarzą natychmiast. Wszystkich innych zapraszam tutaj.
Wracając zaś, w okolicy Podrzewia zachęcał nas taki widok.
Ku żałości ogromnej nie byliśmy głodni, więc nie wstąpiliśmy na degustację. Może za rok?
środa, 3 listopada 2010
środa, 13 października 2010
Zlota jesien
Nie do wiary! Jest i jest i jest... słonecznie, ciepło w ciągu dnia, zielono i złotoczerwono na drzewach... piękna jesień.
Długo jej w tym roku nie bylo, a teraz - prosze :)
Długo jej w tym roku nie bylo, a teraz - prosze :)
czwartek, 30 września 2010
Tata odszedl
9 wrzesnia obchodzilismy Jego 88 urodziny - jeszcze kojarzyl, jeszcze wydawalo sie ze sie cieszy mimo pobytu w szpitalu. Dzisiaj moj tesc - jedyny ojciec jakiego mialam - odszedl.
niedziela, 27 czerwca 2010
Z Polski do Polski przez Niemcy
Od mojego domu do granicy jest 12 kilometrów w linii prostej. Podczas słynnego blackoutu ( 8 kwietnia 2008) przy oknie w kuchni na mojej komórce meldowała się niemiecka sieć. Jeździłam z Polski ( Szczecin) do Polski ( Trzcińsko-Zdrój) przez Niemcy ( zdecydowanie lepsza droga) w czasach, kiedy jeszcze nie byliśmy w Unii.Wystarczyło mieć dowód osobisty...
Po drodze robiłam zakupy - pewne rzeczy po prostu kupuje się tam ze względu na jakość ( chemia gospodarcza), cenę i stałą obecność na półkach ( wina) czy brak oferty na rynku polskim ( pasta anchovies).
W centrum handlowym w Schwedt ( 50 km na południe od Szczecina) obserwowałam, jak siła polskich pieniędzy zmienia to miejsce: najpierw przedłużono godziny handlu w soboty. Potem zaczęto wymieniać złotówki na marki. W szczecińskiej prasie pojawiły się całostronicowe ogłoszenia zachęcające do zakupów. Zatrudniono polskojęzycznych sprzedawców.Coraz więcej sklepów przyjmuje płatność kartami kredytowymi. Polacy zostawiają tam duuuużo pieniędzy.
Za to ze stoiska z pieczywem zniknęły ulubione przez nas bułeczki z serem i szynką. Odnalazłam je w innych miastach i na koniec - upiekłam sama! Poczytajcie tutaj : htttp://kulinarki.blogspot.com jak do tego doszło.
Nadal jednak jeździmy do Schwedt po zakupy i zawsze, ale to zawsze spotykamy znajomych, czasami nie widzianych od dawna...
Po drodze robiłam zakupy - pewne rzeczy po prostu kupuje się tam ze względu na jakość ( chemia gospodarcza), cenę i stałą obecność na półkach ( wina) czy brak oferty na rynku polskim ( pasta anchovies).
W centrum handlowym w Schwedt ( 50 km na południe od Szczecina) obserwowałam, jak siła polskich pieniędzy zmienia to miejsce: najpierw przedłużono godziny handlu w soboty. Potem zaczęto wymieniać złotówki na marki. W szczecińskiej prasie pojawiły się całostronicowe ogłoszenia zachęcające do zakupów. Zatrudniono polskojęzycznych sprzedawców.Coraz więcej sklepów przyjmuje płatność kartami kredytowymi. Polacy zostawiają tam duuuużo pieniędzy.
Za to ze stoiska z pieczywem zniknęły ulubione przez nas bułeczki z serem i szynką. Odnalazłam je w innych miastach i na koniec - upiekłam sama! Poczytajcie tutaj : htttp://kulinarki.blogspot.com jak do tego doszło.
Nadal jednak jeździmy do Schwedt po zakupy i zawsze, ale to zawsze spotykamy znajomych, czasami nie widzianych od dawna...
piątek, 26 marca 2010
Krokusy
Chyba to jest najlepszy z dotychczasowych pomysłów na upiększenie Szczecina : dywan krokusów wyłaniający się każdej wiosny na Jasnych Błoniach. Patrzeć - sama radość!
niedziela, 21 marca 2010
Schizofrenia kulturalna
Scena, na scenie "Fidelio" Beethovena. Trochę śpiewania, trochę, naprawdę niedużo, gadania. Śpiewanie po niemiecku, w języku oryginału, nad sceną (na scrollu) tłumaczenie polskie. Gadanie na scenie po polsku, napisy nad sceną - niemieckie. Soliści polscy i niemieccy. Jak nasi śpiewają po niemiecku - nie wiem; za to jak Niemcy mówią po polsku ... trudno zrozumieć. Schizofrenia.
Moje własne zdziwienie : paru chórzystów pokazuje autentyczne tatuaże na torsach. Stereotyp podpowiada mi, że jak to, żulia śpiewa Beethovena? No właśnie. Stereotyp. Schizofrenia.
Oglądałam spektakl w II obsadzie, tej popremierowej. Bardzo mi się podobał. W małym prowincjonalnym teatrze operowym dobre głosy, dobry chór, dobra orkiestra, dobra scenografia - akurat na miarę możliwości dobre przedstawienie. I dobra publiczność, która szczelnie wypełniła salę nie żałując oklasków.
Moje własne zdziwienie : paru chórzystów pokazuje autentyczne tatuaże na torsach. Stereotyp podpowiada mi, że jak to, żulia śpiewa Beethovena? No właśnie. Stereotyp. Schizofrenia.
Oglądałam spektakl w II obsadzie, tej popremierowej. Bardzo mi się podobał. W małym prowincjonalnym teatrze operowym dobre głosy, dobry chór, dobra orkiestra, dobra scenografia - akurat na miarę możliwości dobre przedstawienie. I dobra publiczność, która szczelnie wypełniła salę nie żałując oklasków.
wtorek, 2 marca 2010
Pigwa i okolice
Znajomość z owocami pigwy ( pigwowca!) zawarłam parę lat temu. W formie pigwówki i owocków pozostałych po zlaniu nalewki. Owocki kandyzowałam, pyszne były potem jako część składowa mazurka cygańskiego. Latem tego roku, w Belgii, dwa razy dokonałam odkrycia smakowego: piwo "La Chouffe" i napój "Kompucza". Obydwa smakowały mi wyjątkowo. Dopiero w domu, szukając informacji zorientowałam się, że i do piwa i do napoju dodano sok z pigwy. Przepadłam na dobre. A tu przyszedł do mnie koszyk owoców pigwowca:) stał sobie na balkonie, bom czasu nie miała, a potem zwyczajnie o nim zapomniałam. Przyszła zima, owoce przemarzły - dokładnie jak w przepisie. Skończyło się na rządku słoiczków z galaretką.
Ku mojej ogromnej radości parę dni temu spotkałam zieloną herbatę z pigwą. Jak mi smakuje!
Subskrybuj:
Posty (Atom)



